Sztuka wiedźmarzenia (backup Fejs odc. 55, maj 2023)

 

Sztuka wiedźmarzenia

Tak dawni bartnicy nazywali sprawianie, że pszczoły wprowadzą się właśnie do ich barci i kłód.
Temat dalej jest na czasie, a coś mi mówi, że będzie jeszcze bardziej, bo dzikie pszczoły europejskie wcale nie wyginęły. Póki co najbliższa dobrze zbadana populacja znajduje się w Belgradzie.

To oznacza, że coraz większe będą szanse na złapanie rójki pszczół, dla których warroza nie jest śmiertelnym zagrożeniem. Pszczelarstwo dzięki takim rójkom i świadomym ludziom, którzy potem nie zabiją rójce matki, ani nie walną do takich pszczół chemii, znowu ma szansę wrócić do swych najlepszych lat, kiedy nie trzeba było regularnie podawać do uli trucizn.
Póki co, zapewne większość rójek, jakie skorzystają z naszego zaproszenia, to będą uciekinierki z chemizowanych pasiek. Ale mam powody przypuszczać, że w Polsce też już istnieje populacja pszczół dających sobie radę z warrozą bez pomocy człowieka. Można zwiększyć swoje szanse na spotkanie rójki właśnie z tych pszczół, stosując kilka poniższych zaleceń. Przy tym zaznaczam, są one relacją zaledwie z początku mojej drogi, mają bardzo wstępny i intuicyjny charakter. Nie traktujcie ich jako instrukcji dającej jakiekolwiek gwarancje.
Zacznijmy od analizy otoczenia
Gdzie warto postawić rojołapkę: na przykład obrzeże dużego miasta, gdzie w promieniu kilku kilometrów występują cieki wodne.
Albo okolica, w której występują miejsca z odpowiednim drzewostanem, takim co naturalnie się starzeje i jest pełen dziur. Czasem stare drzewa rosną wzdłuż rzek i kanałów, czasem przy drogach obsadzonych lata temu.
Ważne są także połacie nieużytków.
Gdzie raczej nie: w centrum wsi, gdzie sąsiedzi mają pszczoły, gdzie są wielkie pola rzepaku i kukurydzy, raczej nie spotkamy “tych” rójek. W lesie sosnowym gospodarczym, posadzonym na glebach piaszczystych też nie. Z tym że to ostatnie może się zmienić. Od ok. 2010 roku Lasy Państwowe wprowadziły zasadę tzw. biogrup na zrębach, czyli pewien procent każdego lasu będzie posiadał taką kępę (kilka-kilkanaście arów w każdym wydzieleniu będzie mini-rezerwatem z naturalnym starzeniem się i wszystkimi dobrodziejstwami z niego płynącymi). Oznacza to, że za około 40 lat w takich lasach będzie można postawić rojołapkę, bo pojawią się odpowiednie stare drzewa. Teraz - tylko ścisłe rezerwaty.
Póki co szukajcie okolicy o takich wyznacznikach: woda - nieużytki - urozmaicona rzeźba terenu. Przyda się dowolny program ze zdjęciami satelitarnymi. Rojołapka może być blisko Waszego domu, wtedy szybciej zobaczycie, czy jakieś pszczoły się nią interesują i od razu ocenicie np. ich ubarwienie. Do tego pewną rolę w Waszej przyszłej współpracy z pszczołami będzie miał fakt, że kwatermistrzynie* od początku będą Was oglądać, kręcących się w pobliżu, ale nieszkodliwych. Mam powody przypuszczać, że rozpoznawanie ludzi jest jedną z ewolucyjnych cech lokalnych pszczół europejskich.
Cechy rojołapki (wysokość, wlotek, kubatura)
Jeśli rojołapka będzie zbyt duża, zainteresują się nią pszczoły z ras “brojlerów”, takich co to najchętniej mieszkałyby w wieży z 10 korpusów Ln ¾. Niestety takie wielkie rodziny nie są zdolne do samodzielnego życia. Badania Toma Seeley’a wskazują, że dzikie pszczoły zamieszkują przestrzenie wielkości mniej więcej połowy korpusu wielkopolskiego. Ja stosuję skrzynki transportowe na ok. 60% takiego korpusu.
O ile sama skrzynka wystarczy, aby była z drewna, to wlotek powinien wyglądać naturalnie. Naturalny jest kształt okrągły. Pszczoły poza tym preferują, aby był on na wysokości ⅓ od dna. W jaki sposób to stwierdzono? Pewien badacz pszczół osadził je w kłodzie ze szparą na całej wysokości. Pszczoły zakitowały tę szparę zostawiając sobie wlotek właśnie w dolnej ⅓.
Bardzo istotnym szczegółem odnośnie umiejscowienia naszej rojołapki jest jej wysokość nad ziemią. Wszystkie pszczoły zachęci wysokość co najmniej 1,5 metra, najlepiej tak od 2 do 10 metrów. Mieszkańcy blokowisk - macie swoją szansę. Rojołapki umieszczone nisko, 0,5 metra nad ziemią, raczej przyciągną uciekinierki z innej pasieki, przyzwyczajone do niskiego położenia wlotka.
Zapachy i substancje wabiące
Krążą liczne przepisy, skomplikowane niczym sok z gumijagód. A to trawa cytrynowa, a to melisa cytrynowa, a to nalewka ze zmielonych matek pszczelich… Ja stosuję wosk z oprzędami - to jest nadwyżkę powstałą przy tworzeniu węzy taflowej, jeden-dwa kawałki na dno oraz kit pszczeli w różnych postaciach na wylotek. Np. po tworzeniu nalewki na propolisie, po 2 tygodniach kąpieli w alkoholu, na dnie zostaje taki półpłynny osad. Ten odcedzam. Mam czym posmarować wylotek. Alkohol z tego szybko wyparuje i zostanie dobry zapach. Warto też w środku rojołapki umieścić ramki z tą węzą taflową, albo chociaż przeciętą na pół dobrą węzą komercyjną. Wnętrze powinno wydawać się pszczołom przestronne, więc nie wiem, czy sam susz będzie odpowiedni, ale nie chcemy mieć po 2 dniach od zasiedlenia labiryntu z plastrów, więc jakieś wskazówki należy pszczołom zostawić.
Jak widać, nie jest to aż takie trudne. Ważne, co zrobicie z rójką po jej osiedleniu. Ja radzę wypróbować w następnym roku przeprowadzenie sztucznej rójki, zgodnie z naturalnym rocznym cyklem rozwoju rodzin pszczelich. Rój, to organizm corocznie migrujący i zasiedlający nowe miejsce. Tak pszczoły przeżyły zagładę dinozaurów. Przeżyją i warrozę, oraz ludzkie naiwne, zarozumiałe kombinowanie. Można im w tym tylko trochę pomóc.
*kwatermistrzynie: kasta pszczół odpowiedzialna za poszukiwanie, ochronę nowej siedziby, oraz inicjująca wyjście roju


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Najciekawsze wnioski z wywiadu Bartka i Kuby z Ralphem Buchlerem

Perełka o pszczołach wolno żyjących: Analiza populacji Apis mellifera w Irlandii

To nie jest nowe zjawisko