16 listopada 2024 Jak myślicie, czy rodzina z taką dennicą (naturalny osyp dręcza), da radę przezimować w dobrej kondycji? (backup Fejs odc. 12)

 Jak myślicie, czy rodzina z taką dennicą (naturalny osyp dręcza),

da radę przezimować w dobrej kondycji?
W ogóle - jak rozpoznawać - czy rodziny pszczele bez zwalczania warrozy mają szansę przeżyć do następnej wiosny, macie jakieś patenty?



Na kanwie wywiadu z Erikiem Österlundem chciałem Cie zapytać jak wpływają na Twoje pszczoły sąsiednie pasieki? Pytam w kontekście reinwazji, ale też np. przekazywania genów przez trutnie. Namawiasz sąsiadów do zaprzestania leczenia?
Mam krótki czas obserwacji i małą grupę. Mogę jedynie podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.
1) Uważam, nie może być zawsze tak, że sąsiednie pasieki wpływają źle, bo w jakiś sposób powstała "rodzina zero", którą kupiłem, a która sama i jej potomstwo przez pierwsze trzy zimy nie umierało wcale na warrozę/ nosemę, a czwartej zimy zaledwie jedna rodzina spadła z 11, choć dotrwała do lutego.
2) Z drugiej strony po przeprowadzce na Lubelszczyznę w 2020 (pszczoły pochodzą z północy Polski, okolic Iławy), zauważam rosnącą liczbę problemów. Są to najczęściej problemy z wirusem choroby woreczkowej czerwiu, warroza/ nosema są raczej na drugim miejscu. Jeszcze nie jest to coś, co zagraża mojej populacji, ale mam nadzieję nie będzie się dalej nasilało.
Podsumowując - możliwe, że są miejsca z lepszym lub gorszym tłem genetycznym, latającym po okolicznych trutowiskach. Ja mam pewien plan, jak wpłynąć na to tło, ale to będzie może w ciągu kilku lat. Na razie głównie obserwuję.

a jak przestawałeś leczyć to miałeś osobne toczki dla rodzin leczonych i nieleczonyh?
Nie, od początku stały obok siebie.


Nie lepiej to leczyć naturalnymi sposobami niż nie leczyć wcale?.
Pszczelarz powinien dbać o swoje pszczoły.
Nie są to pszczoły "dzikie" jak kiedyś. Tych genów już prawie nie ma. Obecnym gatunkom/liniom pszczół trzeba pomagać.

1) Żeby używać słowa "leczyć", należy najpierw wiedzieć, że są chore powyżej pewnego progu.
Unikam porównywania owadów i ssaków, ale czasem są adekwatne przykłady:
Powyżej jakiej liczby gronkowców złocistych zasadne jest stosowanie u człowieka antybiotyku? Bo każdy człowiek prawie posiada miliony gronkowców na skórze. Ale gdyby wszystkich zacząć "leczyć" we wrześniu z gronkowca, to osiągnęlibyśmy odwrotny efekt. Podobnie z pszczołami. Nie można zakładać, że są "chore" od jednej sztuki warrozy. Nie można "leczyć" w oparciu o datę w kalendarzu, bo osiągniemy (osiągamy) odwrotny efekt.
2) Dobrostan zwierzęcia można osiągnąć na dwa sposoby: po pierwsze izolując je mechanicznie i farmakologicznie od patogenów. Więc nawet jeśli będzie ewolucyjną kaleką, z wymionami do samej ziemi, to nie będzie chorowało, bo nie będzie patogenów. Osiągalne, choć trudno, w przypadku bydła i trzody. Ale zabiło przydomowy chów tych zwierząt.
Po drugie selekcjonując zwierzę, aby samo w sobie było odporne na wyzwania tego świata. Wtedy mimo kontaktu z patogenami, będzie zdrowe, co najwyżej kaszlnie/ kichnie. To powinien być kierunek działania w przypadku pszczół, bo ich się nigdy nie odizoluje od natury, nie zamknie.
Można tę selekcję przyjąć różną, może być interwencyjne trucie pasożyta, podmiana genetyki. Ale docelowo chodzi o to, żeby nie potrzebowały trucia pasożyta. Nawet Erik Osterlund doszedł do tego etapu wreszcie. Wcześniej truł warrozę interwencyjnie latami. Ostatnie bodajże 4 lata zaprzestał tego.
3) Są w Polsce pszczoły, którym nie trzeba pomagać w walce z warrozą. Mam nadzieję że będzie ich coraz więcej, tak jak będzie coraz więcej świadomych ludzi, którzy rozumieją sens trzymania właśnie takich pszczół. Na świecie zaś - takich pszczół jest pełno. W zasadzie żyjemy w bańce.

Stosowanie kwasów to chemia omawiana w siódmej klasie podstawówki. Grupa nazywa się "Pszczelarstwo bez chemii". Czyli kolega dołączając tutaj, metaforycznie wsiadł sobie na statek płynący do Hawany, wstaje nagle z miejsca i wszystkim oznajmia, że Hawana to miasto gangsterów i śmierdzących bezdomnych, i że należy płynąć do Nowego Jorku, tam są piękni, bogaci i pachnący ludzie.
To raz.
Tak jak pisałem, może nie dość jasno: Na grupie dyskutujemy o dbaniu o kondycję pszczół jako gatunku, poprzez zbliżenie ich chowu do naturalnych procesów. Raczej nie o całkowitej nieingerencji, to by faktycznie miało małe szanse powodzenia. Ale nazywanie tego co robimy, "męczeniem" to czystej wody ignorancja i pyszałkowatość człowieka, najczęściej o zaborczej mentalności właściciela puchatych niewolnic, pod płaszczykiem toksycznej opiekuńczości.
To dwa.
A już w ogóle "naturalne kwasy nie męczą pszczół", to urojenia i fantasmagoria. Niech sobie kolega rękę poleje kwasem? Niech się kolega wgłębi w literaturę i napisze tu, ile razy na pokolenie dozwolone jest zastosowanie zabiegu kwasowego, i dlaczego tylko jeden raz, skoro to żadna szkoda?
Kolega jest bardzo uroczy. Zostawiam tę dyskusję, na zasadzie przykładu.

Michał Smyk odnośnie punktu 3 czy mógłbyś się podzielić informacją jaką rasą/linia w Polsce jest w stanie sama poradzić Sobie z warrozą?
Z góry dziękuję za informację.

Musimy najpierw przyjąć definicję "radzenia sobie z warrozą".
Czy zgadzasz się na definicję, że:
1) Populacja takich pszczół utrzymuje liczebność, albo wręcz ją zwiększa, bez dodawania rojów/ robotnic z zewnątrz.
2) Populacja jest wspomagana. Pszczelarz zapewnia im siedziby, dokarmia, rozmnaża.
?
... i dodajmy jeszcze:
3) Populacja zachowuje swe właściwości 4 sezony lub dłużej.
4) Wzrost / zachowanie liczebności liczymy np. wiosna do wiosny.
Taka definicja "radzenia sobie z warrozą" może być?



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Najciekawsze wnioski z wywiadu Bartka i Kuby z Ralphem Buchlerem

Jakie porażenie warrozą uważano za bezpieczne na początku lat 90-tych

Kolejny kamień milowy z książką - zaliczony !