Backup wpisów z "Pszczel. bez chemii": Kompendium
Kompendium
Marcin Urbaniak
KOMPENDIUM GRUPY - tu zacznij. Przeczytaj tekst i komentarze.
W kilku wcześniejszych postach i komentarzach przewinęła się potrzeba zawarcia tego, co wiemy o prowadzeniu pszczół bez chemii, w jednym miejscu.
No to może zróbmy eksperyment. Napiszmy to tutaj, w komentarzach. Wszyscy, którzy uważają, że coś na ten temat wiedzą, niech się nie wstydzą.
Ale jeden warunek: ma to się czytać jak instrukcję obsługi pralki !
Ja zaczynam:
Pszczoły bez żadnej chemii (włączając w to chemię tzw. miekką, czy naturalną), bez stosowania zabiegów zwalczania warrozy, to ostatnio bardzo gorący temat. W wielu miejscach, i to czasem nie tak dalekich, takie pszczoły zaczynają coraz liczniej pojawiać się w pasiekach. Nikt jednak jeszcze nie ma gotowej, sprawdzonej w 100% recepty w najbliższych okolicach naszego terenu działania i ogólnie w Centralnej Europie. Co nie zmienia faktu, że takie próby są.
Do tej pory obiecującymi tropami (czyli metodami, które warto, żeby robiło więcej ludzi, ale bez gwarancji sukcesu w pojedynczym przypadku), wydają się być:
- Prowadzenie gospodarki w oparciu o naturalny cykl życia rodziny pszczelej
- Trzymanie pszczół w siedzibach zbliżonych do naturalnych
- Prowadzenie gospodarki na pszczołach lokalnych (choć były też i próby utrwalenia mieszańców metodą Buckfast, np. na początku pszczoły Elgon, sprowadzono z Afryki trutnie Manticoli)
Inne tropy:
- model tzw. "ekspansji" - jednak na chwilę obecną prowadzący go kilka lat (od 2014) pszczelarze w Polsce nadal wydają się mieć wysokie straty.
Marcin Urbaniak
Z moich obserwacji ( 6 lat bez leczenia pszczół) mam takie wnioski. 1. Przed pełną selekcją (brakiem leczenia) warto zastosować selekcję wstępną, czyli sprawdzenie które rodziny wykazują się higienicznością i radzą sobie przy minimalnych zabiegach chemicznych, a które nie. 2. Do rozrodu zostawiamy dobre i wybitne rodziny. 3. Zachowujemy naturalną strukturę rodziny zgodnie z uznaniem pszczół. 4. Staramy się utrzymywać (lub naśladować) w rodzinach naturalny cylk życiowy. Czyli utrzymujemy okresy bezczerwiowe w czasie wychowu matek, dajemy pszczołom wychować i selekcjonować mateczniki i przyszłe matki. 5. Matki hodujemy po dobrych rodzinach, a po wybitnych (pod względem vsh) odchowujemy trutnie. 6. Po wzorowych rodzinach nie warto hodować matek. To robotnice mają być vsh, nie matka. 7. Kilkanaście procent robotnic z genem vsh w rodzinie jest w stanie utrzymać pod kontrolą całą populację warrozy w rodzinie.
Michał Smyk
Marcin Urbaniak Przydałby się mały instruktaż jak rozpropagować jakieś cechy w swojej pasiece.
I to nie musi być jedna instrukcja. Może mieć kilka stopni zaawansowania.
Pierwszy stopień to krata trutniowa na wylotku dla najgorszych rodzin. I już.
Wszystko.
Dziękuję. Koniec czynności hodowlanych na cały sezon.
Słyszałem o tej metodzie na wyspie Terschelling, w Holandii. Podobno w kilka lat pozbyli się problemu agresji.
Marcin Urbaniak
Michał Smyk ja najgorszym rodzinom zabieram i likwiduję ich czerw trutowy, a w to miejsce podkładam czerw trutowy z rodzin które chcę rozmnażać. Zresztą słabe rodziny odnośnie cechy vsh wydają także słabe trutnie, które mają znikome szanse na udział w trutowisku. Jeśli chodzi o cechę agresywności, to kontrola czerwiu trutowego i trutni jest uzasadniona ze względu na wigor tych trutni.
Bogusław Sondej
Marcin Urbaniak a jak się mają te zabiegi, co do stabilizacji genowej w następnych pokoleniach?
Masz jakieś spostrzeżenia, jakieś wnioski, pomocne w sposobie reprodukcji?
Marcin Urbaniak
Bogusław Sondej u mnie rodziny produkują tyle trutni ile potrzebują. Duże ilości trutni z dobrych rodzin zwiększają prawdopodobieństwo unasienniania się właśnie tymi trutniami. Z obserwacji wiem, że lepsze efekty daje krzyżowanie matek z rodzin bez cechy vsh z trutniami vsh, niż matki z rodzin vsh z trutniami bez cech vsh. Piszę cech, bo nie mam możliwości sprawdzenia genów.
Bogusław Sondej
Marcin Urbaniak tak, to prawda, że takie dziedziczenie cech jest stabilniejsze.
Rozumiem, że masz swoje trutowisko i nie korzystasz z innych.
Nie zastanawiałeś się nad tym aby zrobić swoje pewne trutowisko i przez to zwiększyć prawdopodobieństwo dziedziczenia określonych cech albo korzystania z pewnego sprawdzonego trutowiska?
Na ile córki odbiegają cechami od matek np. w pierwszym drugim, trzecim pokoleniu? Masz w tym względzie jakieś spostrzeżenia.
Marcin Urbaniak
Bogusław Sondej jak bym miał swoje trutowisko, to bym sprzedawał matki un. Niestety mam małą pasiekę stacjonarną i jestem w moich badaniach uzależniony od tego czym się matki unasiennioną. Z moich obserwacji mogę tylko powiedzieć że nie ważne jakie są matki, ważne jakimi trutniami się unasiennioną i jakie dadzą robotnice. Najlepszą przeżywalność mają u mnie rodziny w których większość robotnic ma drobną budowę o ciemnym umaszczeniu z beżowymi włoskami na tergitach.
Michał Smyk
Bogusław Sondej Też pracowałem nad posiadaniem własnej "strefy przewagi trutni". Trutowisko jest niestety u mnie jak na razie w formie teoretycznej.
Mam podbudowę z badań Koenigerów, pana Kruka, i jeszcze jednej pracy, której autora nie kojarzę.
Mam z grubsza plan jak to powinno wyglądać.
Niestety fazę realizacji zarzuciłem z powodu rozwalonego w tym roku notorycznie samochodu. Może w przyszłym jakoś połączymy siły...
Marcin Urbaniak
Michał Smyk ja też planowałem zrobić trutowisko. Niestety kilometr od tego miejsca na trutowisko powstała pasieka oparta na bf i o planach musiałem zapomnieć... Widzę że nie tylko mój samochód lubi wkurzać właściciela.
Bogusław Sondej
Michał Smyk, Marcin Urbaniak zróbcie tak jak ja zrobiłem, sprzedałem i mam po problemie. 
Michał Smyk
I trochę dalej Rafał Manc:
- Trzymanie pszczół w siedzibach zbliżonych do naturalnych
Najlepiej przeczytać najpierw ten artykuł Torbena Schiffera, wielkiego fana roli siedziby w przeżywaniu pszczół bez trucia warrozy.
Czy w poliuretanie i styropianie nie da się zatem trzymać pszczół bez chemicznego trucia warrozy? Zapewne da, tylko będzie to trudniejsze.
Można zastosować drogę pośrednią, trzymając pszczoły w drewnianych korpusach, z wkładką ze słomianej zatworomaty. Wygodne i dostępne.
Nie masz wtedy co prawda pełnych 10 ramek w korpusie np. wielkopolskim. Ale w naturze Apis Mellifera robi około 7 plastrów... to w sumie te 8, co Ci zostaje powinno wystarczyć.
W razie czego podłóż drugi korpus pod spód.
Michał Smyk
Naturalny cykl życia rodziny pszczelej: siła rodziny
Położenie Polski w pasie równin pomiędzy Karpatami i Morzem Bałtyckim, na granicy wpływów Atlantyku i Azji, powoduje, że mamy na naszym terenie klimat umiarkowany tzw. przejściowy.
I zasadniczo, cokolwiek byśmy nie czytali w prasie bulwarowej i pseudonaukowej, ten klimat się nie zmieni, dopóki znane nam morza nie wyschną, a lądy nie zapadną się pod wodę.
Czym cechuje się ten klimat: głównie są to tzw. przejściowe pory roku, czyli przedwiośnie i przedzimie. Okresy kapryśnej pogody, która np. 1 kwietnia 2022 zaowocowała 5 centymetrową warstwą śniegu i mrozem, który po tygodniu zmienił się w słońce, zieleń i temperaturę powyżej 10 stopni.
Takie warunki wymagają od tutejszych gatunków specyficznych przystosowań, swego rodzaju "ostrożności" i "odporności" na pierwsze sygnały ocieplenia.
Tu dochodzimy do pszczół: lokalne, wychowane na północ od Karpat pszczoły, muszą być dość uważne z określeniem momentu wiosennego rozwoju, który wymaga stałego dopływu pożywienia z kwitnących roślin, a także pewnej stabilności temperatur, która pozwala rodzinie ogrzać czerw.
Wydaje się słuszne (podkreślam: wydaje się, bo nie mamy jeszcze praktyki), żeby w ramach naszej rocznej gospodarki bez chemii, szanować tę "ostrożność". Okresowe ograniczenie czerwienia z powodu słabej pogody, czy braku pożytków również przyczynia się do utrudnienia życia warrozie.
Tak, przyczynia się też do nieco słabszych rodzin na wczesnych pożytkach. Ale nam zależy na małej pracochłonności naszego pszczelarstwa bardziej niż na tonach miodu. Zależy nam na przywróceniu samodzielności pszczołom, tak jak były samodzielne przez miliony lat przed nami. Do tego, w 99% przypadków pszczelarstwo to nasze hobby, nie główne źródło spłacania rat za mieszkanie, dlatego stać nas na myślenie 10 lat do przodu i o całym gatunku pszczół, nawet jeśli oznacza to kilka kilo z ula mniej.
Podsumowując: w ramach gospodarki bez chemii, prawdopodobnie zwiększymy sobie szanse na sukces, jeśli nie będziemy pędzić pszczół do rozwoju. Oczywiście monitorujemy zapasy, ale nie stwarzamy złudzenia pożytku i nie liczymy pszczołom jajek. Nie manipulujemy też, poza wyjątkowymi wypadkami, siłą rodziny poprzez zasilanie czerwiem lub łączenie.
W mojej niedługiej praktyce były lata i rodziny, kiedy pszczoły w szczycie sezonu zajmowały 7 ramek wielkopolskich, oraz lata, kiedy zajmowały 24 ramki wielkopolskie.
Michał Smyk
Lokalność w Twojej pasiece
[Maciej Perzyna] - jakie znaczenie mają hodowcy "lokalni" jeśli importują matki z całego świata, albo mieszańce takich matek???
[Michał Smyk] - Hodowca to dla mnie hodowca. Selekcjoner. Udoskonalacz. Stawiam go w opozycji do powielaczy.
[Maciej Perzyna] - no i ilu znasz hodowców?
[Michał Smyk] - Wojtek Pelczar z AGĄ, ci od linii CT46, ci od "Dobrej", powiedzmy, że jeszcze Tom Radziwonowski się podjął zabawy z jakąś linią krainek, brak doświadczenia nadrabia pewnością siebie (i pomijam "lokalność" krainek w Białymstoku
).
Są jeszcze tacy "powielacze z głową", co starają się zainteresować publikę pszczołą śodkowoeuropejską, i tu widzę Grześka Pawluka (choć nie chcę być krzywdzący swoją niewiedzą, bo chyba coś prowadzi, albo zachowawczo, albo selekcjonuje).
To tak od razu z rękawa. Pewnie jest więcej.
Tak bardziej "zachowawczo", ale z rosnącym elementem udoskonalania, to Kocierzowy i Brzeście chociażby z Astą, Parzniew z Kampinoską...
Niedawno na konferencji pan Demetraki Paleolog coś wspominał, że chcą udoskonalać pszczoły, które zachowują. W stylu miodność +10%, przy zachowaniu innych cech.
Też są sygnały z poziomu UE, z programem GEI bodajże. Też tam się mówi o lokalności i jakiejś selekcji.
[Maciej Perzyna] - po ilu pokoleniach zaczyna się lokalność?
[Michał Smyk] - Trudno stwierdzić. Mix genów lokalnych trutni, stanowiący połowę zasobów naszej rodziny pszczelej, dostajemy już po trzech tygodniach od unasienienia zakupionej matki NU (wygryzienie robotnic po tych trutniach).
Z matkami (czyli mitochondrialnym DNA) jest trudniej. "Czegoś w tym kierunku" można spodziewać się w drugim - trzecim roku. Osobiście mam krainki wychowujące sobie własne matki od roku 2018, mam też AMM robiące to samo jeszcze u ojca osoby, która mi je sprzedała, czyli jest to co najmniej "F50", jeśli nie dłużej.
[Maciej Perzyna] -
ciekawe. "Czegoś w tym kierunku" czyli czego? Spróbuj zdefiniować to co traktujesz jako założenia hodowlane.
[Michał Smyk] - Ludzkość funkcjonuje od całkiem wielu lat, stosując pewną liczbę pojęć, których nie da się dokładnie doprecyzować np. "czas", czy "życie".
Myślę, że "lokalność", w przypadku pszczół to również cecha o rozmytych granicach, do tego pewnej stopniowalności. Ale jako taka nam wystarczy, przynajmniej mi
.
Przyjmuje się na przykład, że jeśli jesteśmy mniej więcej na północ od Warszawy, a z pomiarów użyłkowania skrzydeł wychodzi nam pewien indeks kubitalny, pewna długość języczka, pewna szerokość tergitów, to mamy do czynienia z pszczołą lokalną.
Jednak mając sukcesywnie mieszany od mniej więcej 1850 roku krajobraz genetyczny, w latach 1970 - 1988 ze szczególnie dużą skutecznością, trzeba przyjąć bardziej elastyczne podejście do lokalności.
Do tego - będąc amatorem, wcale nie trzeba się silić na wysoki poziom precyzji. Mi taka lokalność, jak opisywałem, do celu, jaki stawiam swoim pszczołom, odpowiada. Lokalność to kilka pokoleń wychowywania matek przez pszczoły stojące na danym miejscu (obszarze, województwie), oraz unasienianie z wolnego lotu.
A tak to wyglądało w drugiej połowie lat 50-tych, mniej więcej 10 lat po tym, kiedy zadecydowano o nieimportowaniu matek/ rodzin pszczelich z zagranicy w ogóle.
[Źródło: Bornus L., Demianowicz A., Gromisz M. (1966): Morfometryczne badania krajowej pszczoły miodnej Apis mellifica L.. Pszczeln. Zesz. Nauk. 10(1-2-3-4):1-46.]
Michał Smyk
Michał Smyk
Naturalny cykl życia rodziny pszczelej: Rozmnażanie (przeklejenie do kompendium wiedzy).
Było o "naturalnym" spojrzeniu na siłę rodzin (nie manipulujemy, chyba że w wyjątkowych przypadkach - odsyłam do komentarzy w kompendium grupy), teraz czas na kolejny aspekt naturalnego cyklu życia rodziny pszczelej, który naśladujemy w sezonie. Chyba najważniejszy.
Każdy organizm żywy ma zapisane w genach dążenie do rozmnożenia. Jak zdefiniujemy rozmnożenie w przypadku pszczół? Np. pasieki z jedną rodziną pszczelą?
Można tak: w marcu mieliśmy jedną rodzinę pszczelą, a bez dopływu materiału z zewnątrz, we wrześniu mamy dwie. Niby proste, ale są niuanse. Na przykład czy ta dodatkowa, to jest rodzina pszczela potomna wobec tej jednej, co mieliśmy? Czy odziedziczyła jej cechy?
Najpierw doprecyzujmy definicję. Rodzina pszczela to zbiorowość, w której jest matka, a robotnice to jej córki.
Macierzak z matecznikami czym będzie zatem? Nie rodziną. Powiedzmy, że zalążkiem.
Czym będzie ul pełen pszczół po zabiciu przez pszczelarza ich naturalnej matki i podłożeniu komercyjnej? Nie rodziną. Powiedzmy że przejściową anomalią.
To ważne, bo to rodzinie pszczelej przypisujemy konkretne cechy, nie matce. Dla mnie nie matka jest miodna, ale rodzina z tą matką. To nie matka jest "warrozo-przeżywająca", ale rodzina z tą matką.
I teraz: czy rozmnoży się rodzinę pszczelą, z jej wszystkimi cechami, biorąc z niej jajka i pozwalając grupie pszczół zamieszkałych w innym ulu wychować z nich matkę? To jest mega ważne. I w świetle moich doświadczeń NIE CZUJĘ, że to zadziała.
Czy rozmnoży się rodzinę pszczelą, wraz z jej wszystkimi cechami, biorąc z niej matecznik i zgodnie z klasycznymi regułami handlarzy matkami, wychowa z niego matkę i wyśle w klateczce do innego pszczelarza, który podłoży ją grupie pszczół zamieszkujących jego ule? TEŻ NIE CZUJĘ, ŻE TO ZADZIAŁA.
Była tu mowa o pszczołach Juhaniego Lundena. Pszczoły mu, jak pisałem, żyją wesoło mimo warrozy. On matki z nich robi i sprzedaje, żeby inni pszczelarze podkładali je pszczołom zamieszkującym ich ule. Ostatnio 500 EURO sztuka taka zabawa kosztowała. I nawet jeden taki znany mi pszczelarz matkę od Juhaniego nabył. Jak myślicie, czy po podłożeniu pszczołom zamieszkującym jego ul, powstała rodzina przeżywająca mimo warrozy?
No nie powstała.
Ciąg Dalszy Nastąpi
Michał Smyk
Naturalny cykl życia rodziny pszczelej: rozmnażanie, ciąg dalszy
A jakie jest minimum, żeby to była rodzina pszczela, a nie grupka wystraszonych jednostek, trzymająca się kurczowo życia? Nie wnikajmy w ustalanie granicy. To jak próbować określić liczbę włosów, poniżej której człowiek staje się "wizualnie łysy". Przyjmijmy po prostu umowną bezpieczną liczbę: np. dwie ramki obsiadane przez pszczoły, plus matka.
Gdy zabierzemy te ramki z matką do odkładówki i wywieziemy powyżej 5 kilometrów, może będzie lekko zaburzona proporcja grup funkcyjnych, ale to dalej jest ta sama rodzina, ze wszystkimi jej cechami. Na miejscu pozostaje, jak już pisałem, macierzak, zalążek. Jeśli wychowa sobie pomyślnie matkę - to z jednej mamy dwie, o takich samych cechach. Wierniej tego człowiek nie powieli. Jedyny sposób na dokładne podzielenie się z zachowaniem dziedziczenia cech znają tylko pszczoły - jest to naturalna rójka.
Dlaczego wydaje mi się to istotne?
1. Gatunek pszczeli akumuluje mechanizmy obronne w swoich genach od około 100 mln lat. Geny mogą się aktywować, mogą też pozostawać uśpione, w zależności od zdarzeń i bodźców. To jest w przypadku pszczół fakt naukowy. Przeżywalność ataku pasożytów może już w Apis Melliferze być, tylko nie pozwalamy jej się aktywować (tak jak np. pozwolili na Kubie).
2. Torben Schiffer twierdzi, że nawet dobre, posiadające właściwe cechy rodziny, nie uruchomią tych cech, jeśli nie zajdą odpowiednie okoliczności. Pytanie: Kiedy łatwiej aktywować coś, co już siedzi w genach zapisanych w trakcie milionów cykli życia pszczół: naśladując te cykle, czy je wytłumiając?
Ad 2) Wyobraźmy sobie na przykład, że jest mechanizm, który aktywuje robotnicom-opiekunkom, większą wrażliwość na feromon stresu larwy przedostający się przez zasklep (który to feromon istnieje, co jest dowiedzione naukowo. Nie wierzycie? To mieszanina (Z)-10-tritriakontanu, (Z)-8-hentriakontanu, (Z)-8-heptadekanu i (Z)-6-pentadekanu [1]).
I załóżmy, że dzieje się to tylko w przypadku, kiedy w rodzinie nie ma matki, za to są mateczniki. Nie mówię, że tak na pewno jest, ale przykładowo. I czy "klasycznie" prowadzona rodzina będzie w stanie kiedykolwiek go uruchomić?
Tymczasem, jak rodzina się wyroi, macierzak ma ten stan, w którym porażone larwy mogą być odsklepiane, a cykl rozwojowy dręcza - zaburzony. Wystarczy kilka godzin.
Dobra. To jak przeprowadzić naszą rodzinę pszczelą przez kluczowe etapy rocznego cyklu i jeszcze mieć miodek? Ja to robię tak: W maju trzeba zrobić sztuczną rójkę: czyli przemigrować matkę z częścią pszczół i pokarmu, ale bez czerwiu, do nowej siedziby. Pokazują to następujące obrazki załączone do tego posta.
https://academic.oup.com/jinsectscience/article/21/6/4/6414651?login=false
I to jest rdzeń gospodarki naśladującej cykl życia rodziny pszczelej. Możemy go obudować w różne elementy, np. nadstawki, nawet kraty odgrodowe, żeby mieć miodek.
Michał SmykMichał Smyk
Michał Smyk
JAK W OGÓLE ZACZĄĆ nie posiadając "znajomości":
Są trzy podejścia.
1. Własną pasiekę chemizujesz raz do roku w okresie bezczerwiowym Apiwarolem. Zliczasz spadłą warrozę (na drugi dzień o 9 rano. Trzeba uważać, bo dalej są toksyczne opary z ula). Najlepsze rodziny zaczynasz prowadzić zgodnie z instrukcjami na grupie (odstawienie chemii, sztuczna rójka w maju, nowa matka wychowana przez pszczoły w macierzaku, siedziba zbliżona do naturalnej).
2. Tworzysz 10 pakietów, do pięciu dajesz NU matkę ASTA, np. z Brześcia lub Kocierzowych, do pięciu wybierasz matki NU od hodowców reklamujących się pszczołami warrozo-tolerancyjnymi.
Uzyskane rodziny też prowadzisz zgodnie z instrukcjami na grupie.
-------------------------
Traktujcie ten wpis jako zachętę do wspólnego eksperymentu, bez gwarancji sukcesu. Ja już raczej nie będę się cofał do populacji podatnej. Miałem szczęście do "znajomości".
Jeszcze trzecie podejście:
3. Ustaw kilka takich skrzynek w marcu, na oknie balkonowym od zewnątrz (swoim oknie, rodziców oknie, kolegów oknach)...
Nie zapomnij o ramkach z dobrą węzą, bo rójka ma wielką ochotę budować plastry. Nie dasz im wyznacznika, to pobudują w poprzek plastrów.
Posmaruj okolice wylotka kitem pszczelim albo propolisem.
Kiedy przylecą pszczoły - przewieź je do docelowej pasieki i prowadź zgodnie z instrukcjami na grupie (w roku osiedlenia - nie robisz nic, tylko zakarmiasz, w następnym roku sztuczna rójka itd.).
Michał Smyk
Z kronikarskiego obowiązku - tekst o selekcji w pasiece. Selekcji dla każdego.
Od razu może, zanim wkleję, sprostuję jedną nieścisłość, która się w umysłach naszych pszczelarzy bardzo rozszerzyła.
Selekcja, np. na bramce w knajpie, co oznacza?
Czy oznacza, że ochroniarz patrzy w lewo i widzi ładną dziewczynę, patrzy w prawo, i widzi przystojnego chłopaka, po czym łączy ich dłonie i nakazuje do knajpy iść razem?
To nie jest skomplikowane, a jednak wielu ludzi myli te rzeczy.
To, co opisałem powyżej, można nazwać doborem hodowlanym, do tego z kontrolą strony ojcowskiej.
A selekcja oznacza po prostu, że nie każdy wejdzie do knajpy.
W przypadku pszczół chodzi przede wszystkim o dostęp do rozmnożenia się w następnym sezonie.
Tak rozumiemy słowo "selekcja". W tym rozumieniu - jest to proste do zrealizowania, wartościowe i dające dużo satysfakcji. Zwłaszcza jeśli dzięki niej coś się udaje. No to tekst:
-----------
Wstępnie o selekcji w pasiece
Selekcji dla każdego.
Selekcja odbywa się zawsze w pewnych ramach. Mogą to być ramy naturalne (czyli wpływamy na ZERO czynników decydujących o przeżyciu pszczół), mogą to być ramy w dowolnej postaci. Każdy wybiera swój zakres.
Np. u kol. Stefana nawet pszczoły, które nie potrafią dobrze ogrzać kłębu, będą korzystały z grzałki w dennicy i nie będzie to miało wpływu na ich przeżycie.
O tym, jak katastrofalne skutki dla gatunku ma "idealizowanie" środowiska, świadczy przykład ptaka Dodo. Jego przodkowie przypominali gołębie, kiedy trafili na Mauritius - taki "raj na Ziemi", praktycznie bez negatywnych czynników, zero drapieżników, żarcia pod ręką pełno... Jak skończył ptak Dodo, wiemy.
Ja nie wyręczam pszczół (z bezchemicznej części mojej pasieki) w:
- walce z chorobami i pasożytami, poza takimi, które da się zwalczyć przesiedlając (grzybica wapienna czerwiu na przykład) - ten punkt jest jednak trochę powiązany z inną rzeczą, o której na końcu
- w czyszczeniu sobie dennicy
- zapewnianiu wody
- w walce z mrówkami, osami i szerszeniami
Za to stwarzam im warunki, w których NIE muszą się przejmować:
- znalezieniem siedziby
- do pewnego stopnia pokarmem
Wreszcie, na koniec, staram się na ile potrafię zapobiegać rabunkom i błądzeniu. Trzymam mało uli na toczek. Znakuję przednie ściany. Wejścia do uli są mniejsze niż klasycznie. Zabieram też poza zasięg np. plastry z rodzin, które zimą padły (zwłaszcza podejrzane o nosemę), pokarm z takich plastrów nigdy nie wraca do pszczół. Myślę, że jest taka moja ingerencja usprawiedliwioną, ponieważ równoważy trzymanie pszczół w nienaturalnym zagęszczeniu.
A selekcja wygląda tak, że te, które przeżyją takie warunki, są w populacji. Mają też potomstwo (z jednej rodziny jedna-dwie rodziny potomne rocznie). Te, co nie przeżyją - wypadają.
Rezultaty są na tyle obiecujące, że zachęcam, żeby inni robili tak jak ja, zwłaszcza z wstępnie przeselekcjonowanymi pszczołami. Fajnie jakby się obserwacji zebrało więcej.
A co ze "świętą trójcą" cech w selekcji komercyjnej?
Jak widać, brakuje w moich kryteriach tych cech, które wszyscy powtarzają jak mantrę. Ale tak właśnie jest. O niczym nie zapomniałem. Moje pszczoły NIE dostają żadnego bonusa za miodność, łagodność, czy nierojliwość.
Świadomie kładę nacisk tylko na zdrowotność.
Dlaczego:
- po pierwsze miodność jest cechą prawie wszystkich pszczół. Jej allele latają na każdym trutowisku, więc jako hobbysta po prostu korzystam z tego, co jest. Do tego sama miodność ma nie tylko podłoże genetyczne. Pszczelarz ma kupę do powiedzenia. Przykład: w części rodzin zrobiłem sztuczną rójkę na początku maja. Z tych rodzin w lipcu było praktycznie zero miodu lipowego ("lipcowego"). W części rodzin sztuczna rójka była przeprowadzona pod koniec maja. I z nich wziąłem po 20kg. Sztuczna rójka, czyli zabranie matki, to lekkie załamanie populacji, dopóki nie wejdą pierwsze pszczoły po nowej matce wychowanej przez macierzak. Zabieg czysto gospodarczy, mający kolosalny wpływ na liczbę zbieraczek na pożytku lipowym i, własnie, miodność. Po co mi jakaś selekcja genetyczna, skoro tyle mogę załatwić odpowiednimi czynnościami?
Łagodność - również geny łagodności latają mi dookoła, i to w dużej przewadze. Wydaje mi się, że pszczoły były na to selekcjonowane już długo zanim powstały ule ramowe.
Jak? Jeśli rodzina przeżywała w barci, czy kłodzie, mimo miodobrania, to automatycznie nie miało znaczenia, jak się przed tym miodobraniem broniła.
Porównajmy pszczoły afrykańskie, które przez dość długi czas, jeśli nie zaatakowały zbiorowo człowieka co się do nich dobiera, zwyczajnie ginęły.
Podsumowując - z łagodnej genetyki czerpią co roku moje matki NU. Problemów z obronnością nie mam. Może jeśli kiedyś, jakiś nieodpowiedzialny hodowca, domiesza mi Afryki do okolicy... będę musiał zacząć cechę łagodności brać pod uwagę. Póki co - pracuję na wszystkich rodzinach bez dymu i rękawic. Po co mam się przejmować selekcją?
Uwaga: nie dotyczy północno wschodniej Polski. 
Wreszcie, dlaczego nie przejmuję się rojliwością? Bo sztuczną rójkę przeprowadzam za pszczoły. Potem już mi nie myślą o tym.
Podsumowując:
Mam ustalone kilka kwestii, w których pszczoły wspomagam: jest to głównie żarcie i pewna redukcja zewnętrznej presji patogenów (zabieranie pokarmu po spadłych rodzinach, zapobieganie rabunkom i błądzeniu).
... oraz kilka kwestii, z którymi pszczoły mają radzić sobie same.
Poza tym mam w pasiece proste kryteria, które umożliwiają określonym rodzinom mnożyć się w kolejnych latach:
jeśli przezimują, mogą liczyć na 1-2 "rojów-dzieci" i rozesłanie trutni w następnym roku.
To cała selekcja.
Sztuka wiedźmarzenia
Tak dawni bartnicy nazywali sprawianie, że pszczoły wprowadzą się właśnie do ich barci i kłód.
Temat dalej jest na czasie, a coś mi mówi, że będzie jeszcze bardziej, bo dzikie pszczoły europejskie wcale nie wyginęły. Póki co najbliższa dobrze zbadana populacja znajduje się w Belgradzie (link: https://www.facebook.com/groups/456391109587632/permalink/652446783315396/).
To oznacza, że coraz większe będą szanse na złapanie rójki pszczół, dla których warroza nie jest śmiertelnym zagrożeniem. Pszczelarstwo dzięki takim rójkom i świadomym ludziom, którzy potem nie zabiją rójce matki, ani nie walną do takich pszczół chemii, znowu ma szansę wrócić do swych najlepszych lat, kiedy nie trzeba było regularnie podawać do uli trucizn.
Póki co, zapewne większość rójek, jakie skorzystają z naszego zaproszenia, to będą uciekinierki z chemizowanych pasiek. Ale mam powody przypuszczać, że w Polsce też już istnieje populacja pszczół dających sobie radę z warrozą bez pomocy człowieka. Można zwiększyć swoje szanse na spotkanie rójki właśnie z tych pszczół, stosując kilka poniższych zaleceń. Przy tym zaznaczam, są one relacją zaledwie z początku mojej drogi, mają bardzo wstępny i intuicyjny charakter. Nie traktujcie ich jako instrukcji dającej jakiekolwiek gwarancje.
Zacznijmy od analizy otoczenia
Gdzie warto postawić rojołapkę: na przykład obrzeże dużego miasta, gdzie w promieniu kilku kilometrów występują cieki wodne.
Albo okolica, w której występują miejsca z odpowiednim drzewostanem, takim co naturalnie się starzeje i jest pełen dziur. Czasem stare drzewa rosną wzdłuż rzek i kanałów, czasem przy drogach obsadzonych lata temu.
Ważne są także połacie nieużytków.
Gdzie raczej nie: w centrum wsi, gdzie sąsiedzi mają pszczoły, gdzie są wielkie pola rzepaku i kukurydzy, raczej nie spotkamy “tych” rójek. W lesie sosnowym gospodarczym, posadzonym na glebach piaszczystych też nie. Z tym że to ostatnie może się zmienić. Od ok. 2010 roku Lasy Państwowe wprowadziły zasadę tzw. biogrup na zrębach, czyli pewien procent każdego lasu będzie posiadał taką kępę (kilka-kilkanaście arów w każdym wydzieleniu będzie mini-rezerwatem z naturalnym starzeniem się i wszystkimi dobrodziejstwami z niego płynącymi). Oznacza to, że za około 40 lat w takich lasach będzie można postawić rojołapkę, bo pojawią się odpowiednie stare drzewa. Teraz - tylko ścisłe rezerwaty.
Póki co szukajcie okolicy o takich wyznacznikach: woda - nieużytki - urozmaicona rzeźba terenu. Przyda się dowolny program ze zdjęciami satelitarnymi. Rojołapka może być blisko Waszego domu, wtedy szybciej zobaczycie, czy jakieś pszczoły się nią interesują i od razu ocenicie np. ich ubarwienie. Do tego pewną rolę w Waszej przyszłej współpracy z pszczołami będzie miał fakt, że kwatermistrzynie* od początku będą Was oglądać, kręcących się w pobliżu, ale nieszkodliwych. Mam powody przypuszczać, że rozpoznawanie ludzi jest jedną z ewolucyjnych cech lokalnych pszczół europejskich.
Cechy rojołapki (wysokość, wlotek, kubatura)
Jeśli rojołapka będzie zbyt duża, zainteresują się nią pszczoły z ras “brojlerów”, takich co to najchętniej mieszkałyby w wieży z 10 korpusów Ln ¾. Niestety takie wielkie rodziny nie są zdolne do samodzielnego życia. Badania Toma Seeley’a wskazują, że dzikie pszczoły zamieszkują przestrzenie wielkości mniej więcej połowy korpusu wielkopolskiego. Ja stosuję skrzynki transportowe na ok. 60% takiego korpusu.
O ile sama skrzynka wystarczy, aby była z drewna, to wlotek powinien wyglądać naturalnie. Naturalny jest kształt okrągły. Pszczoły poza tym preferują, aby był on na wysokości ⅓ od dna. W jaki sposób to stwierdzono? Pewien badacz pszczół osadził je w kłodzie ze szparą na całej wysokości. Pszczoły zakitowały tę szparę zostawiając sobie wlotek właśnie w dolnej ⅓.
Bardzo istotnym szczegółem odnośnie umiejscowienia naszej rojołapki jest jej wysokość nad ziemią. Wszystkie pszczoły zachęci wysokość co najmniej 1,5 metra, najlepiej tak od 2 do 10 metrów. Mieszkańcy blokowisk - macie swoją szansę. Rojołapki umieszczone nisko, 0,5 metra nad ziemią, raczej przyciągną uciekinierki z innej pasieki, przyzwyczajone do niskiego położenia wlotka.
Zapachy i substancje wabiące
Krążą liczne przepisy, skomplikowane niczym sok z gumijagód. A to trawa cytrynowa, a to melisa cytrynowa, a to nalewka ze zmielonych matek pszczelich… Ja stosuję wosk z oprzędami - to jest nadwyżkę powstałą przy tworzeniu węzy taflowej, jeden-dwa kawałki na dno, oraz kit pszczeli w różnych postaciach na wylotek. Np. po tworzeniu nalewki na propolisie, po 2 tygodniach kąpieli w alkoholu, na dnie zostaje taki półpłynny osad. Ten odcedzam. Mam czym posmarować wylotek. Alkohol z tego szybko wyparuje i zostanie dobry zapach. Warto też w środku rojołapki umieścić ramki z tą węzą taflową, albo chociaż przeciętą na pół dobrą węzą komercyjną. Wnętrze powinno wydawać się pszczołom przestronne, więc nie wiem, czy sam susz będzie odpowiedni, ale nie chcemy mieć po 2 dniach od zasiedlenia labiryntu z plastrów, więc jakieś wskazówki należy pszczołom zostawić.
Jak widać, nie jest to aż takie trudne. Ważne, co zrobicie z rójką po jej osiedleniu. Ja radzę wypróbować w następnym roku przeprowadzenie sztucznej rójki, zgodnie z naturalnym rocznym cyklem rozwoju rodzin pszczelich. Rój, to organizm corocznie migrujący i zasiedlający nowe miejsce. Tak pszczoły przeżyły zagładę dinozaurów. Przeżyją i warrozę, oraz ludzkie naiwne, zarozumiałe kombinowanie. Można im w tym tylko trochę pomóc.
*kwatermistrzynie: kasta pszczół odpowiedzialna za poszukiwanie, ochronę nowej siedziby, oraz inicjująca wyjście roju
Komentarze
Prześlij komentarz