Ule nierozbieralne a pszczelarstwo bez chemii (backup Fejs odc. 38)
Na początek rozdzielmy może dwie sprawy: gospodarkę bezwęzową, a gospodarkę na ulach nierozbieralnych.
Ta pierwsza jest prowadzona w ulach ramowych, ta druga - nie. Czyli np. ul Warre, kłoda i kószka, będą od gospodarki nierozbieralnej.
Ul Dzierżonia, wielkopolski, Langstroth itp. - będzie od bezwęzowej.
Jak to działa
Nie są mi znane twarde dane dotyczące przeżywalności pszczół bez chemii w siedzibach nierozbieralnych. (już są znane, np. Irlandia 81% https://michalowepszczoly.blogspot.com/2025/12/pereka-o-pszczoach-wolno-zyjacych.html, Wlk Brytania 69% w dziuplach wykonanych przez dzięcioły) Słyszałem tylko wiele relacji o pszczołach w ścianie domu, co są tam "od lat". Albo o drzewach długo zasiedlonych.
Jedno takie drzewo doczekało się opisu w "Pszczelarstwie" - wieloletnia obserwacja doświadczonego pszczelarza. O innym drzewie wspomina pan Chorbiński na swoich wykładach. Od znajomych bartników mam relacje, o 5 sezonach ciągłego zasiedlenia.
Z drugiej strony obserwowane przeze mnie 3 dzikie siedziby pszczół, na drugą zimę były puste. W krótkim czasie znowu zasiedliły je rójki, które dalej obserwuję...
Czy jest coś zatem w tej naturalności i nierozbieralności siedliska? Są dwa argumenty "za", a pewnie jakby się zastanowić, można doszukać się i więcej:
- nikt nie powiększa rozmiaru takiej siedziby, zatem przestrzeń do czerwienia dla matki ulega ograniczeniu pod wpływem pożytku.
- w takich siedzibach pszczoły mają większą skłonność do propolisowania plastrów, co w jednym badaniu naukowym było powiązane ze zmniejszeniem płodności warrozy.
Pod wpływem takich informacji zorganizowałem kiedyś warsztaty wyplatania kószek w Gminnym Ośrodku Kultury w Czeremsze i zainstalowałem w swoim "wytworze" pszczoły. Był rok 2021.
9 czerwca 2021 roku
miałem bardzo zabawny dzień. Mieszkając w Warszawie byłem zarejestrowany na "Mazowieckim pogotowiu rójkowym", grupie FB gdzie dostawaliśmy info o rójkach do zebrania. Akurat było zgłoszenie o rójce, jakieś 5 km od domu teściów. A że u nich miałem wtedy pszczoły, to pomyślałem, że rójkę zbiorę i od razu do nich odstawię.
Szybki wypad, drabina na dach... a po drodze telefon od osoby zgłaszającej, że rójka zniknęła...
"No nic", pomyślałem, "to chociaż zajrzę na toczek u teściów, jak tam rodzinki się miewają". A kiedy dojechałem... to zobaczyłem pierwsze chwile tworzenia się roju, z jednego z moich własnych uli.
Ze zdejmowaniem go miałem trochę przygód i emocji, głównie pozytywnych.
Ale prawda była taka, że to była rodzina z pszczół chemizowanych, do tego podejrzewałem je o skłonność do rabunków i co roku na dennicy było po odymieniu najwięcej warrozy z całej pasieki... Niezbyt się nadawały do gospodarki bez chemii. Wolałbym w tej kószce osadzić rój z jakiejś bardziej obiecującej linii... ale cóż. Skoro tak się złożyło, nie ma co narzekać, trzeba osadzać...
Na fotce z tego pamiętnego dnia rójka uwiązana już na sośnie. Próbowałem je zwabić na przeczerwiony plaster. Nie zadziałało
Rójkę udało się w końcu zebrać nie dziurawiąc przy tym siatki w kapeluszu. Nawet młoda matka się załapała na filmik, jak wchodzi do środka. A w zasadzie jak łazi, łazi, i próbuje wejść, ale jej się nie udaje ciągle. Jakby nie kumała, którędy do tej dziury.
Matki są ponoć o kilkadziesiąt procent głupsze od robotnic.
Tak czy owak, rójka w końcu weszła do kószki, ustawionej w totalnie zaimprowizowany sposób na takim wózku. Tylko rójka z tak niezaradnej rodziny NIE KWALIFIKOWAŁA SIĘ moim zdaniem do przejścia do grupy bezchemicznej.
I to będę powtarzał: trzeba się starać i dążyć do przejścia na gospodarkę bez chemii, ale nie można tego robić w głupi sposób na wariata, na złych pszczołach, a zwłaszcza na złych pszczołach obarczonych wstępnym bagażem warrozy, bo swoim przykładem będzie się potem zniechęcało innych pszczelarzy, zamiast zachęcać. Dwa dni po osadzeniu tę rodzinkę odymiłem. Dopiero 2022 był jej pierwszym sezonem bez chemii. Jeśli na tej rodzinie się okaże, że w ulu nierozbieralnym wytrzymują bez chemii kilka sezonów, będzie to dobry dowód na działanie ula nierozbieralnego.
W roku 2022 kószka wypuściła ponoć rójkę. W sierpniu przeprowadziłem je bliżej nowego miejsca zamieszkania na Lubelszczyznę.
Foto z jesieni 2022
Ciągle są to głównie ciemne krainki.
Tyle opowieści o kószce. Obserwacja trwa.
Niestety nie przeżyły zimy. Nie nazbierały sobie zapasów, a ja nie miałem czasu ich porządnie zakarmić. Warrozy posiadały raczej mało, ok. 8szt/ 100 pszczół (sprawdzone już na nieżywym kłębie).
Druga historia z kolei jest w stylu: jak siedziba nierozbieralna nie pomogła pszczołom.
W roku 2020 do kłody powieszonej na moim leśnym toczku wprowadziła się skądś rójka. Musiała przylecieć już z własnym bagażem warrozy i wirusów i nie została "na dzień dobry" odymiona.
Pobudowały się i latały w sezonie ładnie...
Fajnie to wyglądało, nie?
Ale patrząc na fotkę w przybliżeniu, mamy objawy wirusa chronicznego paraliżu pszczół. Jedna jaskółka wiosny co prawda nie czyni...
Objawy wirusa opisał już Arystoteles. Są to niezdrowo ciemne pszczoły, zupełnie pozbawione owłosienia. Z czasem wyrzucane z rodziny.
Widywałem je tu i ówdzie.
Wirus jest tak długo z rodzajem pszczelim, że normalnie nie zwraca się na niego uwagi. W dzisiejszych czasach może być jednak sygnałem osłabienia odporności rodziny przez warrozę.
Jednak o ile słyszałem, naukowo udowodniono jedynie współdziałanie warrozy i wirusa zdeformowanych skrzydeł. Pozostałe patogeny są tylko takimi "oportunistami", co zawsze się zjawią, gdy coś jest nie tak.
Tym niemniej brak żywych pszczół w marcu - to już mocny sygnał
. Nieżywa rodzina miała 1) dość sporo warrozy, 2) zasklepiony czerw i 3) zero jedzenia.
Wykończyło je ostatecznie to trzecie. Ale z reguły jest tak, że z pierwszego pszczoły nieprzystosowane przechodzą w drugie, co skutkuje trzecim.
Analiza skrzydeł: pszczoła anatolijska. Czyli pewnie buckfast.
Siedziba naturalna nie pomogła.
Komentarze
Prześlij komentarz